środa, 8 kwietnia 2015

Lekcje Aniołów
Prolog
Troje mężczyzn stało w małym, ciemnym pokoju. Przez nerwy i niepewność jakie panowały w pomieszczeniu, wydawało się ono jeszcze ciaśniejsze niż jest w rzeczywistości. Najwyższy z nich, ten z najbardziej zdenerwowanym wyrazem twarz ( zapewne szef) mówił coś do pozostałych dwóch, którzy stali grzecznie obok siebie i potakiwali. Bali się go, bali się konsekwencji jakie mogę ich spotkać za to, co zrobili.
– Joshua, nie masz mi nic do powiedzenia? – Zapytał szef. Joshua był wysokim chłopakiem, niższym o parę centymetrów od swojego brata. Miał jasne blond włosy, które kręciły mu się, tworząc bałagan na jego głowie. Mimo, iż rysy jego twarzy były szorstkie i wyraźne, jego twarz zdawała się być bardzo delikatna. Przenikał przez nią jakiś promień zaufania, ale także i smutku. Joshua był bardzo zawiedziony samym sobą. To co zrobił, a właściwie to do czego namówił go brat… Żałował tego, wstydził się i oddałby wszystko by cofnąć się w czasie i do tego nie dopuścić. Wiedział, że nie powinien winić nikogo za swoje błędy, ale spojrzał się ukradkiem na brata, rzucając mu gniewny wzrok.
– Przepraszam Nelokielu. Bardzo żałujemy z bratem tego, co zrobiliśmy. Kierowała nami ciekawość. To się więcej nie powtórzy, prawda Christopherze? – Wytłumaczył pośpiesznie Joshua, ponownie spoglądając na brata.
Christopher, mimo iż bliźniak, nie był ani trochę podobny do swojego brata. Rysy twarzy miał podobne, lecz gościło teraz na niej rozbawienie. Jego oczy świeciły się podekscytowane, a czarne włosy spadały luzem na jego czoło. Wcale nie przejmował sie konsekwencjami. Co złego mogło go spotkać? Szczerze, jakby mógł to zrobiłby to jeszcze raz. Z bratem lub bez niego. Nie chcąc jednak denerwować nikogo więcej przytaknął niepewnie. Cholera, a może jednak trochę się denerwował?
– Ciekawość to naturalny instynkt, Nelokielu. – Odezwał się. – Chcieliśmy zobaczyć istoty, które przyszło nam chronić. – Dumny z siebie zakończył wypowiedź, będąc pewnym, iż zakończy to wszystkie ich problemy. Jednak mięśnie w jego ciele nie rozluźniły się. Wszystko dlatego, iż twarz Nelokiela nie uległa zmianie. Nadal był zdenerwowany. Postanowił dać chłopcom nauczkę.
– Śpieszyło wam się do świata, który wcale nie jest światem dobrym. Tam, gdzie wyruszamy tylko z misjami. Zaryzykowaliście ujawnieniem nas wszystkich. To niewybaczalne. Podobało wam się tam? – Ponownie spojrzał na Joshue. Miał co do niego wielkie plany. Był on jednym z jego ulubieńców.
– Oczywiście, że nie. Ludzie śmierdzieli, przedostać się na drugi koniec ziemi równało się z niemożliwym. Na wszystko trzeba było czekać, wszyscy robili niewytłumaczalne rzeczy, albo nie odrywali wzroku z metalowych urządzeń, w których przelatywały tylko obrazki. – Spokojnie odpowiedział Joshua. Wierzył w to, iż mówi prawdę jednak jakaś część jego polubiła to cuchnące potem miejsce.
– A mi się w zasadzie nawet podobało. Coś się działo. A tutaj w kółko chodzimy na głupie wykłady, sortujemy jakieś modlitwy i każdy dzień wygląd tak samo. – Wyraził swoje zdanie, nieproszony przez nikogo Christopher.
– W takim razie wrócicie tam. – Postanowił Nelokiel, obserwując reakcję chłopców.
– Co? Jak to? Nie możemy! Nie ma mowy. Spędziliśmy tam zaledwie kilka minut. Nie mamy pojęcia o ludzkim życiu. – Spanikowany Joshua nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Po co rezygnować z raju- dobra, może trochę nudnego, ale nadal raju- dla powrotu na ziemie? Nelokiel nie odpowiadając na jego pytania, kontynuował dalej.
– Zostaniecie tam odesłani na jakiś czas. Z misją. Nie jest to nic wielkiego, nie możemy pozwolić na to byście coś zepsuli. Skoro ciągnie was do tego świata, to proszę bardzo. Jeżeli Wasza misja powiedzie się dobrze, będziecie mogli nadal uczyć się wśród nas, lub będziecie dalej podróżować po świecie wśród ludzi. Natomiast jeżeli Wasze zadanie zakończy się porażką, wszystkie moce zostaną Wam odebrane. Wy natomiast zostaniecie odesłani do najgorszych stanowisk. Czy jest to dla was zrozumiałe? – Ze śmiertelnie poważną miną, Nelokiel spojrzał się na chłopców. Spanikowana mina Joshuy dawno już przepadła. Jego twarz wyrażała teraz pełen perfekcjonizm, gotowość do zadania. Christopher niewiele przejął się czymkolwiek. Cieszył się, że wraca na ziemię. W zasadzie, mógłby tam nawet zostać już na stałe. Bracia popatrzyli się na siebie. Było to spojrzenie chłodne, pełne goryczy i zarazem anielskiego spokoju.
– Dacie nam jakąś windę na dół czy znowu musimy spaść? – Powiedział tylko Christopher.
Źródło http://buddalolita.tumblr.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz